Manifest repozytywisty. Repozytywizm, czyli powrót do idei pozytywizmu polskiego

Manifest repozytywisty. Repozytywizm, czyli powrót do idei pozytywizmu polskiego

Na wstępie wyjaśnienia wymaga punkt odniesienia. Wszystko, co poniżej zostało napisane, uczynione zostało z perspektywy troski o przyszły los społeczno-gospodarczy Polski i jej mieszkańców. I nie „litera” jest tu ważna, ale jej DUCH!!! I nie słowo…, ale CZYN!!!

 

Dlaczego pozytywizm? W czym tkwi jego siła i atrakcyjność? Czy jest jeszcze on w ogóle aktualny i potrzebny? Jak go dzisiaj rozumieć?

 

Chcąc odpowiedzieć na te pytania sięgnę do genezy. Pozytywizm w literaturze polskiej pojawił się jako skutek przegranego kolejnego z powstań narodowych. Katastrofa Zrywu Styczniowego 1863 roku jasno pokazała ówczesnemu społeczeństwu polskiemu słabość idei romantyzmu. Elity narodu polskiego potrzebowały takiego wstrząsu i przejrzały w końcu na oczy. Zrozumiano wreszcie, że uczucia narodu choć gorące i niezwykle istotne, same w sobie nie wystarczą! Argumenty?! Wcześniejsze porażki: Powstania Listopadowego i Wiosny Ludów, Powstanie Styczniowe okazało się tylko gwoździem do trumny… Romantyzm upadł, gdyż okazał się nieskuteczny.

 

Podstawę pozytywizmu w świecie stanowiły przemyślenia filozoficzne Augusta Comte’a, ale nie tylko jego. Niezwykle ważne okazały się poglądy m.in. brytyjskiego uczonego Herberta Spencera. Istotą tego nurtu było stawianie racjonalnego rozumowania ponad emocjami. Myśli te oraz wieści o doświadczeniach naszych rodaków z zaboru pruskiego owładnęły umysłami między innymi: Bolesława Prusa, Henryka Sienkiewicza, Adolfa Dygasińskiego, Marii Konopnickiej, Elizy Orzeszkowej, Adama Asnyka, czy Aleksandra Świętochowskiego, którzy twórczo zaczęli przekładać je na język literatury i "nieść dalej w świat". Osoby te zrozumiały, że wybrane idee pozytywizmu mogą wydatnie przysłużyć się polskiej sprawie. Rozpoczął się proces kształtowania i upowszechniania odrębnego od światowego – pozytywizmu polskiego w skali ogólnonarodowej.

 

Kręgosłupem tego nurtu była myśl, że Polacy chcąc odzyskać niepodległość i wielkość Swojego Narodu muszą skupić się na pracy i konstruktywnym patriotyzmie, a zamierzone cele mogą osiągnąć zachęcając do stopniowego zbiorowego wysiłku, poprzez pracę organiczną i u podstaw. Pozytywiści argumentowali, że konieczny jest wysiłek całego społeczeństwa na rzecz rozwoju gospodarczego, naukowego i kulturalnego. Fundamentem tego miała okazać się powszechna edukacja.

 

Być może pozytywizm nie ukorzeniłby się do takich rozmiarów i nie zyskał później tylu wybitnych ambasadorów w naszej literaturze i sztuce, gdyby nie efekty pracy tych, którzy już znacznie wcześniej, bo w zaborze pruskim po 1815 roku, wdrożyli idee pracy organicznej w sferze społeczno-gospodarczej i naukowej. Prekursorem niewątpliwie okazał się tutaj Dezydery Chłapowski w swoim majątku w Turwi – współzałożyciel i działacz Ziemstwa Kredytowego oraz Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia. Za pierwszego w pełni już ukształtowanego pozytywistę (po upadku Powstania Listopadowego) uważa się jednak dopiero Karola Marcinkowskiego – dawnego podkomendnego gen. Chłapowskiego, który w 1838 roku był inicjatorem i współtwórcą „Spółki Akcyjnej Bazar”, a w 1841 roku współzałożycielem i pierwszym prezesem Towarzystwa Naukowej Pomocy dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego. To dzięki ich inicjatywom, w towarzystwach przez nich założonych mogło wychować się następne pokolenie wielkopolskich społeczników. Najsławniejszymi z nich byli: Hipolit Cegielski, Augustyn Szamarzewski, Piotr Wawrzyniak, Roman May i Maksymilian Jackowski. To wspólna praca i wysiłek tych działaczy społeczno-gospodarczych pozwoliły przetrwać powstały później na fali nacjonalizmu i szowinizmu wielkoniemieckiego Kulturkampf i działalność Hakaty.

 

Wypada tu wspomnieć jeszcze o jednym wybitnym człowieku: Stanisławie Staszicu – patronie naszej Fundacji i to pomimo tego, że jego osobę przypisuje się wręcz do innej epoki. Działał na terenie zaboru rosyjskiego w trochę wcześniejszym okresie, tj. od utraty przez Polskę niepodległości aż do 20 stycznia 1826 roku – daty swojej śmierci, ale nawet i po niej poprzez zapisy swojego testamentu wpływał na bieg wydarzeń (przeznaczył 800 tys. ówczesnych złotych z części osobistego majątku, po 200 tys. pomiędzy: fundusz założycielski Domu Zarobkowego dla Ubogich i Szpitala Dzieciątka Jezus, Instytut Głuchoniemych, Szpital Marcinkanek oraz pomnik Mikołaja Kopernika). Na ironię zakrawa fakt, że Staszic – człowiek, który w ostatnich latach istnienia I Rzeczypospolitej ze względu na swoje pochodzenie społeczne – nie mógł skutecznie działać i wdrażać proponowanych przez siebie gruntownych, systemowych reform państwa – część z nich wprowadza dopiero pod zaborami. I to za aprobatą władz zaborczych… Jego dorobek jest imponujący: przygotował m.in. plan rozbudowy Staropolskiego Okręgu Przemysłowego, wznowił eksploatację węgla kamiennego ze złoża Reden na terenie Dąbrowy Górniczej, w latach 1816-22 założył pierwsze w Królestwie Polskim 4 huty cynku o wspólnej nazwie „Konstanty”, a także ośrodki hutnictwa żelaza. Budował nowoczesne połączenia komunikacyjne, zakładał towarzystwa (Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Towarzystwo Rolnicze w Hrubieszowie) i szkoły (m.in. był współzałożycielem Uniwersytetu Warszawskiego), był prekursorem spółdzielczości w Polsce. Gdy przyjrzymy się rysom jego działalności, to widać od razu, że jest ona w zasadzie zbieżna z kierunkami działań pozytywistów. Dostrzegalna jest ta sama troska o rozwój społeczno-gospodarczy kraju, jego unowocześnienie, poprawę losu najbiedniejszych i stanu szkolnictwa i oświaty w narodzie. Zarówno Staszic, jak i wspomniani pozytywiści z zaboru pruskiego – podobnie rozumieli istotę SIŁY EKONOMII i konieczność ROZWOJU GOSPODARKI, jako etapu kategorycznie niezbędnego w drodze do odzyskania niepodległości. Podobnie też rozumieli potrzebę dania osobistego przykładu oraz wspierania swoim zaangażowaniem i majątkiem podjętego dzieła.

 

Oczywiście każda wykształcona osoba może od razu zarzucić, że sytuacja się zmieniła. Polska jest już wolnym krajem, a przeżytki feudalizmu i analfabetyzm zostały zlikwidowane. Ależ TAK! Trudno się z tym nie zgodzić! Ale choć niektóre z pierwotnych celów zostały już osiągnięte, pozostają jeszcze takie, które nie straciły na swej aktualności. Co ważniejsze, pozostało do dyspozycji „narzędzie”, które dowiodło już swej skuteczności. Trzeba przy tym pamiętać o tym, że oprócz celów starych pojawiły się nowe wyzwania, o których w okresie tzw. „pozytywizmu” nawet nie wiedziano i o nich nie słyszano.

 

Pojawiło się też nowe, bardzo cenne spojrzenie - przemyślenia Jana Pawła II Wielkiego zawarte w trzech encyklikach papieskich: „Laborem exercens”, „Solicitudo rei socialis” oraz „Centesimus annus”.

 

Wracając więc do pytań postawionych na początku - dlaczego pozytywizm i w czym tkwi jego siła? Najprościej - ponieważ jego metody okazały się skuteczne. Czy jest aktualny? TAK! Zdecydowanie TAK! Aktualność pozytywizmu bierze się z jego charakteru, skupianiu się wszystkich twórczych ludzi na sprawach rozwoju społeczno-gospodarczego, na postępie naukowym i rozwoju kultury, na osobistym uczestnictwie w zmianach, na wspólnej odpowiedzialności za los Ojczyzny. Bo czy jesteśmy zadowoleni z charakteru i stanu reform w państwie? Czy jesteśmy zadowoleni z poziomu życia w Polsce? Czy ograniczyliśmy poziom bezrobocia i biedy w społeczeństwie? Czy zapewniliśmy należne Polsce miejsce wśród innych narodów świata? Pytań można byłoby mnożyć… Zgodnie ze słynnymi słowami amerykańskiego statystyka i guru zarządzania jakością dra Williama Edwardsa Deminga „Jeśli możesz coś zmierzyć, to możesz to i poprawić” powinniśmy ciągle wszystko doskonalić. Przecież w każdym systemie możemy coś ulepszyć! Jako jednostki i jako społeczeństwo powinniśmy wytyczać sobie ambitne cele. Inspiracji dostarczyć nam mogą, a wręcz powinny, słowa amerykańskiego prezydenta Johna F. Kennedyego: „Postanowiliśmy udać się na Księżyc (…) nie dlatego, że jest to łatwe, ale dlatego, że łatwe nie jest!”. A jak go dzisiaj rozumieć? Podobnie. Kluczową wciąż jest praca organiczna i u podstaw, choć już na nieco innym poziomie.

 

Podsumowując, „REPOZYTYWIZM” jest sięgnięciem do wzorów i śladów pozostawionych przez wielkopolskich społeczników oraz Stanisława Staszica, z jednoczesnym nawiązaniem do dwóch głównych idei pozytywizmu polskiego: pracy organicznej i u podstaw – rozwiniętych o nauczanie Jana Pawła II Wielkiego. REPOZYTYWIZM – to pójście śladami Wielkich Polaków XIX i XX wieku w kierunku wyzwań, jakie stawia przed nami Świat XXI wieku.

Niektóre z wyzwań stojących dzisiaj przed Nami, Polską i Światem:

 

  • globalizacja
  • kryzys wewnętrzny Unii Europejskiej
  • ogólnoświatowy kryzys gospodarczy i jego skutki dla Polski
  • powolny upadek pozycji Stanów Zjednoczonych Ameryki w Świecie
  • ekspansja gospodarcza Chińskiej Republiki Ludowej i jej skutki dla Świata
  • polaryzacja kapitału: garstka super bogatych i pozostałe masy ubogich
  • bezrobocie młodego pokolenia w Polsce sięgające ponad 23%
  • problemy demograficzne Polski na tle narodów Świata
  • kierunek reform społeczno-gospodarczych w Polsce
  • rozwój gospodarczy a ochrona środowiska
  • zanik klasy średniej w Polsce i na Świecie
  • przyszłość demokracji w Świecie
  • walka z głodem i ubóstwem
  • walka z chorobami

 

Powyższych wyzwań nie da się podjąć w „pojedynkę” – potrzebna jest tu bowiem praca zespołowa – w pełnej zgodzie z ideą pracy organicznej. Należy mieć przy tym świadomość, że w/w problemów nie można rozwiązać samym tylko „chceniem”. Potrzebne są na to środki – OLBRZYMIE ŚRODKI! Zapewnić je może tylko ROZWÓJ GOSPODARCZY, SILNE FINANSOWO RODZINY, FIRMY, INSTYTUCJE, SAMORZĄDY i GOSPODARKA PAŃSTWA.

 

Fundacja Rozwoju Regionalnego i Przedsiębiorczości Młodzieży „Staszic” posiada w swoim dorobku organizację konferencji, seminariów, warsztatów, spotkań oraz Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy o Gospodarce i Rozwoju Regionalnym adresowanego do młodzieży szkół ponadgimnazjalnych. Fundacja „Staszic” realizuje idee REPOZYTYWIZMU m.in. poprzez Ogólnopolski Program Wspierający Edukację Młodzieży „Staszic”, ale także poprzez wdrażany właśnie Program Edukacji Ekologicznej „EcoWokulski”. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia i ofiarności tak ludzi, jak i firm popierających cele statutowe naszej Fundacji. Wszystkim naszym dotychczasowym Partnerom za to SERDECZNIE DZIĘKUJEMY.

 

Co ważne?! Dzisiaj – w dobie Internetu – KAŻDY z NAS może wnieść wkład w promocję, rozwój i wdrażanie idei REPOZYTYWIZMU, a tym samym POZYTYWNIE wpływać na przyszłość i wizerunek naszego kraju oraz Polonii w Świecie, na jego potencjał społeczno-gospodarczy i zdolności innowacyjne oraz jakość kapitału ludzkiego. Nie wymaga to już nawet osobistych spotkań „face to face”, Internet bowiem zatarł wszelkie granice i umożliwił bezpośredni kontakt z ludźmi z najdalszych rejonów Świata. Dzisiaj nie ma już znaczenia, czy mieszkasz w Polsce, czy za granicą, gdyż jeśli masz coś wartościowego do zaoferowania drugim, możesz to zrobić choćby za pomocą naszych stron internetowych. Bez względu na to, gdzie mieszkasz możesz poprzeć w Narodzie ideę REPOZYTYWIZMU.

 

Zachęcamy środowiska twórcze i wszystkie kreatywne osoby, firmy, urzędy i instytucje do włączenia się i poparcia tej szczytnej idei. Można to zrobić na różne sposoby, np.: udostępniając infrastrukturę lub wyposażenie, układając wiersz, piosenkę, malując obraz, tworząc sztukę teatralną, film, robiąc zdjęcia, strony internetowe, edukując innych, wspierając rzeczowo lub finansowo tych, którzy to robią itd. Istotą jest tutaj niesienie REPOZYTYWIZMU dalej w Świat; praktyczna wartość, która z niego wynika tak dla jednostek, jak i całego społeczeństwa, która przyczynić się może do ich jakościowej zmiany na lepsze, do rozwoju naszej gospodarki i podniesienia poziomu życia, do poprawy wizerunku Polaka i Polski w Świecie. Postarajmy się wyzwolić drzemiący w Nas Samych i Naszym Narodzie potencjał, pobudźmy Naszą przedsiębiorczość – zróbmy to dla własnego dobra, dla Naszych Rodzin i Bliskich. Zróbmy to dla tych, którzy przyjdą po Nas – Naszych Dzieci i Naszych Potomków! Serdecznie zapraszamy do współpracy w duchu solidarności i w harmonii z dawnym duchem POZYTYWIZMU POLSKIEGO. Serdecznie zapraszamy do wstępowania w ślady Wielkich Polaków XIX i XX wieku. Pracy i możliwości wykazania się starczy dla wszystkich! Zróbmy to wspólnie dla Naszej Przyszłości!

 

Kazimierz Plotzke

Warszawa, 12 marca 2011 r.

 

 

 

Glosa w sprawie pojęcia repozytywizmu. Czy repozytywizm wystarczy rozumieć i chcieć realizować? Czy trzeba go również MÓC realizować?


Termin „pozytywizm” ma ściśle rodzimy, polski rodowód. Jego pierwotna idea oznaczała alternatywną (wobec romantycznego idealizmu) koncepcję rozwoju zniewolonej Polski. Repozytywizm - w rozumieniu przyjętym przez autora - choć ta nazwa sugeruje nową wersję pozytywizmu, jest zjawiskiem o znaczeniu uniwersalnym i o zasięgu globalnym. Co więcej, nie zakłada on sytuacji konfliktowej ani w zakresie dogmatów ani, tym bardziej, w sferze światopoglądowej. Pojęcie to, o dużym zakresie znaczeniowym, zawiera pewną sugestię czy wręcz apel do jednostki o podnoszenie własnych umiejętności, jak też i apel do nadrzędnych instytucji o wskazywanie sposobów czy nawet ułatwianie osiągnięcia tego celu. Jest to zatem skierowanie uwagi na zasadnicze drogi i potrzeby rozwoju. Myśl ta jest tym bardziej aktualna, że dziś modnymi hasłami są określenia „przedsiębiorczość”, „kapitał ludzki”, „kapitał społeczny” czy „gospodarka oparta na wiedzy”. Bardzo dobrym w tym kontekście terminem, choć trudnym do przetłumaczenia na język polski, jest angielskojęzyczne określenie „enterprising society” – społeczeństwo zdolne do podejmowania działań na rzecz poprawy przedsiębiorczości.

 

Zalążki tych pojęć możemy znaleźć w bardzo dawnych tradycjach. Przysłowie znane starożytnym Grekom mówiło: „bogowie wspierają ludzi przedsiębiorczych”. W Ewangeliach św. Mateusza i  św. Łukasza czytamy: „każdemu, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma”. Z kolei w XVI w. Kalwin głosił kult dobrej pracy, chwalił aktywność zawodową i twierdził, że bogactwo jest dowodem bożej łaski. Te trzy stwierdzenia, które pozornie mogłyby świadczyć o niesprawiedliwości bogów i Boga, zawierają pewien wspólny skrót myślowy. W istocie chodzi tu o zachętę do systematycznej i twórczej pracy oraz do samodoskonalenia się. Ubóstwo (wywołane własną pasywnością) – jako efekt braku przedsiębiorczości - jest tu swoistą „karą” za niechęć do działań i lenistwo. Stąd wniosek: pracuj, działaj (kształć się, rozwijaj), a spotka cię nagroda i nie będziesz biedny.

 

Wydawałoby się zatem, że los człowieka zależy głównie od niego samego. Zwolennicy liberalnej myśli ekonomicznej podkreślają przy tym znaczenie wolności (gospodarczej) dla wyzwolenia indywidualnej przedsiębiorczości. „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz” – mówi dawne polskie porzekadło. Szkopuł jednak w tym, że owo „pościelenie”, jego umiejętność i możność, nie zawsze zależy od nas samych.

 

Liberalna doktryna gospodarcza upatruje rozwiązanie problemu w odpowiednim ukształtowaniu się mechanizmów rynkowych, w warunkach wolności gospodarczej. Niewłaściwe ukształtowanie rynku (pod wpływem przede wszystkim ingerencji państwa) powoduje utrzymywanie się niekorzystnych zjawisk. Szkopuł jednak w tym, że państwo niejednokrotnie musi działać jak swoista „karetka pogotowia”, gdyż niekorzystne zjawiska wymagają natychmiastowej interwencji. Kwestia czasu, jego długości potrzebnej do rozwiązania problemu w warunkach liberalizmu, jest jednym ze słabszych punktów doktryny liberalnej. W jaki sposób doczekać chwili, w której człowiek niewiele potrafiący i żyjący na skraju nędzy, stanie się doskonalszy i będzie mógł sam zadbać o siebie?

 

Autor tej wypowiedzi od wielu lat zajmuje się problematyką rozwoju zaniedbanych terenów wiejskich w tzw. Trzecim Świecie, gdzie koncentruje się gros światowego ubóstwa, a w ostatnich latach interesuje się także problematyką niektórych wręcz bliźniaczych mechanizmów niedorozwoju wsi w warunkach modernizującej się gospodarki polskiej. Ubóstwa trzecioświatowego nie udało się dotychczas skutecznie ograniczyć, pomimo stosowania różnorodnych wariantów polityki gospodarczej, agrotechnicznych wynalazków itp. Z kolei polska wieś rozwija się dwubiegunowo: ekspansywnemu, zwłaszcza w warunkach unijnych, modelowi farmerskiemu towarzyszy pauperyzacja znacznej części społeczeństwa wsi.

 

Ubóstwo to nie tylko dyskomfort czy nawet wręcz cierpienie. To także niemożność. Niemożność własna, indywidualna, aby wyrwać się z tego stanu, której towarzyszy niemożność instytucji powołanych do wspomagania indywidualnych wysiłków, a także niemożność rządów, aby tej sytuacji skutecznie zaradzić. Wszystko to dzieje się w warunkach tak bardzo zaawansowanego technologicznie świata i przy dobrym teoretycznym rozpoznaniu zjawiska owej niemożności. Od ponad półwiecza znana jest koncepcja „zaklętego kręgu ubóstwa”, która mówi, że bieda jest zarówno skutkiem, jak i przyczyną niskiego poziomu rozwoju. Są nagrody Nobla za dorobek w zakresie badań mechanizmów ubóstwa. Jest bogata światowa literatura na ten temat. Są wdrażane programy naprawcze i uruchamiane specjalne środki. A zjawisko to nadal istnieje.

 

Świat nie znalazł dotąd skutecznego rozwiązania tej bolączki. Niemożność rozwiązania problemu światowego ubóstwa, niemożność ofiarowania jednostce skutecznej szansy na wyjście z ubóstwa o własnych siłach – to bardzo charakterystyczne niedostatki współczesnego świata. Niebezpieczna jest przy tym „nawracająca fala ubóstwa”. Oto przykład losu młodego człowieka, mieszkańca Indii, analfabety, który większość roku spędza pracując na skrawku ziemi, a podczas trzech miesięcy turystycznego sezonu zatrudnia się jako ryksiarz w stolicy kraju. Jest więc przedsiębiorczy, nie poddaje się. Jego zarobki, po odtrąceniu opłaty na rzecz właściciela rykszy, pozwalają rodzinie (żona i jedno dziecko, w 2008 r.) przekroczyć próg ubóstwa. Kiedy jednak za kilka lat rodzina będzie liczyć czworo, pięcioro i więcej osób, a przecież zarobki ryksiarza nie zwiększą się, wówczas przelicznik dochodu zepchnie ich do kręgu ubóstwa. Może to stać się wcześniej, gdyby ów młody człowiek zachorował, złamał nogę itp. Takich jak on są dziesiątki milionów w Indiach i w innych krajach, gdzie ubodzy mają jedynie szansę na wegetację i praktycznie żadnych możliwości odmiany swojego losu. Jak temu przeciwdziałać? Powstrzymywać przyrost naturalny? Dać im więcej ziemi (czyli zabrać innym)? Tworzyć miejsca pracy dla niewykwalifikowanych pracowników, np. w ramach prac publicznych? Dać na własność rykszę, aby podwoić zarobki uzyskiwane w ciągu trzech miesięcy? Jakieś inne rozwiązanie? Czy może wreszcie umożliwić liderom gospodarczym większą ekspansję, aby ci mogli zatrudnić więcej biedaków i zapewnić im lepszy byt?

 

Ten ostatni, pozornie logiczny i atrakcyjny wariant, przypomina w istocie doświadczenia wczesnego kapitalizmu. W Indiach, które dzięki modelowi liberalnemu stały się czwartą gospodarką świata, a ich wskaźniki makroekonomiczne wzbudzają najwyższe uznanie, widzimy niestety piętę achillesową tego wariantu, w postaci fali ponad 200 mln ubogich, do których dopiero dojdą kolejne miliony takich, jak ów wspomniany ryksiarz. Te ponad 200 mln to „zaledwie” 22 % ogółu mieszkańców, podczas gdy w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku było to 40 % (ale zarazem 176 mln, a więc znacznie mniej niż obecnie). Niestety, wzrost gospodarczy Indii jest w dużym stopniu wspomagany przez wykorzystywanie ubóstwa. Ubodzy mieszkańcy Indii są zatrudniani w fabrykach i zakładach wytwórczych za możliwie najniższą płacę. Pracują w trudnych warunkach, często przy użyciu najprostszych narzędzi, bo są przecież niewykwalifikowani. Jako migranci z najuboższych rejonów kraju żyją w naprędce wybudowanych osiedlach, w rzeczywistości slumsach. Nie mają opieki zdrowotnej ani praw pracowniczych. Za to dzięki ich pracy powstają produkty znajdujące łatwy zbyt zagranicą, ze względu na niski koszt wytwarzania, słabą walutę oraz obniżone cło eksportowe. Tworzony w efekcie transformacji gospodarczej popyt ubogich mieszkańców jest skierowany – siłą rzeczy – na dobra niższego rzędu, natomiast popyt głównych beneficjentów liberalizacji gospodarczej – na dobra wyższego rzędu, często importowane i luksusowe, łatwo dostępne dzięki ograniczaniu ceł importowych. Mechanizm rozwojowy ukierunkowany na wysoki wzrost gospodarczy będzie zapewne nadal stabilizował i utrzymywał ubóstwo i tylko nieznaczna nowa część społeczeństwa stanie się zdolna do podejmowania działań na rzecz poprawy przedsiębiorczości, a więc innymi słowy będzie zdolna realizować hasła repozytywizmu. Ten model tylko pozornie dotyczy krajów o specyficznym ukształtowaniu gospodarki, należących niegdyś lub do dziś do kręgu „trzecioświatowego”. Spotykamy go także w krajach, które dokonały systemowej transformacji, jak również tam, gdzie istnieje duże zróżnicowanie regionalne gospodarki.

 

Dużą rolę w utrzymywaniu się hamulców rozwoju odgrywa problem wewnątrzgospodarczych różnic w podziale produktu narodowego. Generalnie ekonomia jako nauka nie popiera zbyt dużych różnic w stanie posiadania. Rzecz jasna egalitaryzm, „urawniłowka”, jest i wariantem niesprawiedliwym i niebezpiecznym, gdyż odbiera motywację jednostkom zdolnym i pracowitym. Ale i duże różnice w podziale bogactwa narodowego, nawet gdy wynikają one wyłącznie z proporcji wkładu do tworzenia, też mogą stanowić zagrożenia. Może przecież wybuchnąć bunt, który przerodzi się w rewolucję. Ponadto ci, którzy mają niewiele, niewiele też kupią, a przecież żyjemy w erze strategii wysokiego wzrostu gospodarczego i masowej konsumpcji. Skoro wytwarza się tak wiele nowych dóbr i usług, to przecież musi istnieć także odpowiedni popyt.

 

I tu wracamy do tytułowego pytania: co zrobić, aby móc realizować ideę repozytywizmu i umożliwić drogę o własnych siłach? Alternatywą wobec rozwiązań liberalnych jest społeczna gospodarka rynkowa, która jednak również niewiele dotąd święciła sukcesów w zwalczaniu owej niemożności. Ale niektóre kierunki działań, jak dawne kasy Raiffeisena ratujące rolników na przednówku przed skutkami lichwiarskiego kredytu, a dziś w Indiach i Bangladeszu banki dla ubogich (Pokojowa Nagroda Nobla w 2006 r. dla Muhammada Yunisa), czy wreszcie – generalnie – idea spółdzielczości, są warte uwagi. Co prawda, tego rodzaju pomysły mogą łatwo wywołać protesty lobby rynkowego, które powołuje się na zasadę prawa do równej konkurencji, jednak takie protesty wydają się chybione, gdyż wymienione instytucje i pomysły mają na celu właśnie wyrównanie obecnych nierówności w konkurencji. Nota bene idea spółdzielczości zawiera w sobie i podstawową zasadę integracji gospodarczej (komplementarność, uzupełnianie się) i zasadę solidaryzmu (wspieranie słabszych dla osiągania ogólnego sukcesu), a są to przecież modne dziś hasła.

 

Wniosek z powyższej wypowiedzi jest następujący: nawiązując do koncepcji pozytywistycznych i rozpatrując kwestię poprawy przedsiębiorczości nie zapominajmy, że istnieje bariera niemożności. Jej przezwyciężenie to wielkie wyzwanie dla współczesności.

 

Postcriptum. Międzykulturowe (a więc nie tylko rynkowe) podejście współczesnej ekonomii to problem ściśle związany z omawianymi powyżej zagadnieniami. W czasopiśmie naukowym „Problemy zarządzania” (Wydział Zarządzania, Uniwersytet Warszawski, vol. 7, nr 3 (25), 2009, s. 45-53) znajduje się tekst autora pt Międzykulturowe ujęcie ekonomii – czy jest dziś potrzebne i możliwe?, w którym można znaleźć rozwinięcie niektórych myśli związanych z problematyką „niemożności”.

 

Prof. zw. dr hab. Janusz Gudowski

Warszawa, 27 lipca 2011 r.

 

Zapraszamy do kontaktu z Fundacją „Staszic” – można to zrobić pisząc na adres: fundacja.staszic@gmail.com